Po ośmiu latach zadzwonił windykator. Czy stary dług trzeba spłacić?
Był czwartkowy wieczór, gdy w telefonie pana Marka odezwał się nieznany numer. Miły, rzeczowy głos przedstawił się jako konsultant firmy windykacyjnej i poprosił o potwierdzenie danych. A potem padła kwota: niespłacona pożyczka sprzed ośmiu lat, razem z odsetkami - prawie trzy razy więcej niż pierwotny dług.
Marek faktycznie kiedyś taką pożyczkę wziął. Były trudne miesiące, część została niespłacona, potem przeprowadzka, nowa praca - i sprawa rozmyła się w czasie. Myślał, że dawno o niej zapomniano.
Pierwszy odruch: zapłacić, żeby był spokój
Przez kilka dni telefon dzwonił codziennie. Przyszło pismo: „ostateczne wezwanie przedsądowe”, groźba komornika, wpisu do rejestru dłużników, wizyty „terenowego negocjatora”. Marek nie spał. Zaczął się zastanawiać, czy nie zapłacić chociaż części - byle dali spokój.
Na szczęście, zanim cokolwiek przelał, opisał sprawę prawnikowi. I usłyszał dwie rzeczy, które wszystko zmieniły.
Co naprawdę znaczy „przedawnienie”
Pierwsza: ten dług był najprawdopodobniej przedawniony. Roszczenie firmy pożyczkowej wobec klienta przedawnia się zwykle po 3 latach (jest związane z prowadzeniem jej działalności gospodarczej), a od ostatniej wymagalności minęło osiem. Przedawniony dług nie znika - staje się tzw. zobowiązaniem naturalnym: nadal istnieje, ale wierzyciel nie może go już zmusić sądem ani komornikiem. Pan Marek miał pełne prawo odmówić zapłaty.
Druga, ważniejsza: nie wolno długu uznać. Każda częściowa wpłata, ugoda, a nawet prośba o raty to uznanie długu - przerywa przedawnienie i termin rusza od zera. Gdyby Marek wpłacił „symboliczne 200 złotych dla świętego spokoju”, obudziłby martwy dług do życia.
Pułapka: pozew z e-sądu
Firma windykacyjna wiedziała, że dług jest przedawniony - dlatego liczyła nie na wyrok, tylko na bezczynność. Po kilku tygodniach Marek dostał z e-sądu nakaz zapłaty. Gdyby go zignorował, w dwa tygodnie nakaz by się uprawomocnił i trafił do komornika - i wtedy przedawnienie nie miałoby już znaczenia.
Ale Marek był uprzedzony. W terminie dwóch tygodni złożył sprzeciw i podniósł zarzut przedawnienia. Sprawa trafiła do zwykłego postępowania.
Finał: kilka zdań, które zakończyły sprawę
Na rozprawie nie było dramaturgii. Wobec konsumenta sąd bada przedawnienie z urzędu (art. 117 § 2 [1] Kodeksu cywilnego) - a tu termin minął lata wcześniej. Pozew oddalono. Marek nie zapłacił ani złotówki, a koszty procesu obciążyły firmę windykacyjną.
Czego uczy historia pana Marka
- Stary dług to nie automatyczny wyrok. Najpierw sprawdź, czy jest jeszcze wymagalny - liczenie terminów opisałem we wpisie Przedawnienie roszczeń - jak sprawdzić.
- Nigdy nie „dogaduj się na próbę”. Wpłata, ugoda czy prośba o raty = uznanie długu i restart przedawnienia.
- Pisma z sądu nie wolno ignorować. Nakaz zapłaty bez sprzeciwu w terminie uprawomocni się nawet przy długu sprzed lat.
- Presja windykatora to nie egzekucja. Komornik wchodzi do gry dopiero z prawomocnym tytułem sądowym.
Jeśli odezwał się do Ciebie windykator albo sam chcesz odzyskać należność, zanim się przedawni - tak prowadzę takie sprawy na stronie windykacja i sprawy o zapłatę. Czasem ratunkiem jest spokojny sprzeciw od nakazu zapłaty, a czasem dobrze przygotowane wezwanie do zapłaty.
Najgorszą decyzję przy starym długu podejmuje się zwykle wieczorem, pod wpływem stresu i telefonu. Jeden dzień na spokojne sprawdzenie terminów potrafi oznaczać różnicę między „nie płacę nic” a spłatą długu, którego nikt nie mógł już wyegzekwować.
Zobacz stronę dziedziny: Windykacja i sprawy o zapłatę - a jeśli masz pytanie do treści, po prostu napisz.
Napisz