Zwolnili go dyscyplinarnie z dnia na dzień. Miał tylko 21 dni
Pan Robert przepracował w firmie dwanaście lat. Magazyn, zmiany, nadgodziny przed świętami - znał to miejsce lepiej niż własne mieszkanie. W poniedziałek rano zawołano go do biura i wręczono jedną kartkę: rozwiązanie umowy bez wypowiedzenia z winy pracownika. Dyscyplinarka. Przyczyna w jednym zdaniu: „ciężkie naruszenie obowiązków pracowniczych i utrata zaufania”.
Bez szczegółów. Bez rozmowy. Kazano oddać kartę wejściową i opuścić teren.
Wstyd, który prawie kosztował go sprawę
Najgorszy nie był nawet brak pracy - tylko wstyd. Robert nie powiedział żonie przez trzy dni. Listy zostawiał nieotwarte. Wmawiał sobie, że „skoro tak zdecydowali, to pewnie mają podstawy” i że z firmą się nie wygrywa.
To najczęstszy błąd w takich sprawach: paraliż. A nad głową tykał zegar, o którym Robert nie wiedział.
Termin, który nie wybacza: 21 dni
Od dyscyplinarki przysługuje odwołanie do sądu pracy w ciągu 21 dni od doręczenia pisma. To termin zawity - po jego upływie sąd oddali pozew bez badania, czy zwolnienie w ogóle było zasadne. Robert trafił do prawnika osiemnastego dnia. Trzy dni dłużej i cała reszta nie miałaby znaczenia.
Dwie wady, które przesądziły sprawę
Już pierwsza analiza pokazała, że dyscyplinarka się sypie:
- Przyczyna była ogólnikowa. „Utrata zaufania” bez wskazania konkretnego zdarzenia nie spełnia wymogu konkretnej, rzeczywistej przyczyny. Sąd nie ma czego badać - a to obciąża pracodawcę.
- Minął miesięczny termin. Zdarzenie, na które powoływał się pracodawca, miało miejsce ponad dwa miesiące wcześniej i przełożony wiedział o nim od dawna. Tymczasem dyscyplinarkę można wręczyć tylko w ciągu miesiąca od powzięcia wiadomości o przewinieniu.
Każda z tych wad z osobna wystarczyłaby, by rozwiązanie uznać za bezprawne.
Finał: nie powrót, lecz czysty start
Robert nie chciał wracać do firmy, która potraktowała go jak złodzieja. Zamiast przywrócenia do pracy wybrał odszkodowanie, a sąd zmienił tryb rozwiązania umowy - z dyscyplinarnego na zwykłe. W świadectwie pracy zniknęła adnotacja, która zamykała mu drzwi u kolejnych pracodawców. Po pół roku miał nową pracę, a sprawę za sobą.
Czego uczy historia pana Roberta
- Dyscyplinarkę da się obalić - nawet gdy „coś było na rzeczy”. Liczą się konkret przyczyny, „ciężkość” naruszenia i terminy. Kiedy dokładnie jest bezprawna, rozpisałem we wpisie Dyscyplinarka - kiedy zwolnienie z art. 52 KP jest bezprawne.
- 21 dni to być albo nie być. Nie zwlekaj ze wstydu - bieg terminu opisałem w tekście Niesłuszne zwolnienie - masz tylko 21 dni.
- „Utrata zaufania” to nie przyczyna. Brak konkretu to jedna z najczęstszych wad.
- Walka opłaca się nawet bez powrotu. Odszkodowanie i czyste świadectwo pracy bywają ważniejsze niż sam etat.
Jeśli dostałeś dyscyplinarkę i nie wiesz, czy jest zgodna z prawem, nie czekaj do ostatniego dnia - tak prowadzę sprawy pracownicze na stronie prawo pracy.
Pracodawcy często liczą właśnie na to, że pracownik ze wstydu nie zareaguje w terminie. Te 21 dni mija szybciej, niż mija pierwszy szok - dlatego po dyscyplinarce najpierw idzie się po poradę, a dopiero potem przeżywa.
Zobacz stronę dziedziny: Prawo pracy - a jeśli masz pytanie do treści, po prostu napisz.
Napisz